Patrze przez okno mojego domu w tym Zakopanem i zaraz wpadnę w szał. Sypie. Nigdy nie skończy sypać. Pamiętam Tatry w roku ogłoszenia stanu wojennego. Ale był śnieg, jak się patrzy. Na wyciągach pusto, bo wojsko nie wszystkich puszczało w Tatry, dla mnie to był raj. Nie tylko na stokach zima była głównie dla tubylców, ale w całym Podhalu! Niestety dziś w Tatrach ruch jak w Nowym Jorku. Ludzi wszędzie pełno, boje się, że otworzę lodówkę i wyskoczy z niej turysta.
Ciotki wspominają, że zima to dała po kościach, ale na początku lat 60 i pod koniec 70 roku. W sklepach nie tylko komunizm zasiał pustki, ale po prostu nikt niczego nie był w stanie dowieźć na miejsce. Zamknięto szkoły, kina , teatry, ledwo szła produkcja w fabrykach, bo kto do niej dojedzie i skąd nabrać energii elektrycznej żeby cokolwiek w tej fabryce ruszyło. Kupowano nawet miał węglowy, który właściwie nie chce się palić, ale jakoś grzał te ludzkie mieszkania. Noc sylwestrowa 1978\ 79 była cudowna nie tylko w stolicy, niestety parę dni później nastąpił horror. Sparaliżowało cały kraj. Autobusy w niektórych okolicach jeździły tunelami śniegowymi, które specjalnie wydrążono. Cudem było, kiedy dotarł do elektrowni jakikolwiek transport z węglem. Zresztą, jak dotarł to i tak zamarznięty na kamień i kolejnym cudem było rozmrożenie go. Tory odśnieżało wojsko. Czołgi gąsienicami zrywały z ulic ” beton śniegowy”. Tak sobie myślę, że taki mały czołg przydał by się dziś na Zakopane.
Nie chciałabym być w skórze holenderskiej rodziny królewskiej, która pojechała sobie tej zimy w Alpy troszeczkę odpocząć. Niestety została uwięziona, nie przez terrorystów, rzecz jasna – przez nieodpuszczającą zime.” W wielu rejonach Austrii, Szwajcarii, Niemiec obowiązuje najwyższy stopień zagrożenia lawinowego. Zamknięto drogi a niektóre miejscowości są odcięte od świata”. Takie “newsy” można było usłyszeć czy przeczytać ostatnimi dniami. 25 tysięcy turystów i mieszkańców uwięzionych. Austriacy mieli, a możliwe, że dalej mają ciężki orzech do zgryzienia co poczynić z tyloma “więźniami”? Nie wiem ile “tysięcy” jest w tej chwili w Tatrach, ale wolałabym, żeby już sobie pojechali.
I tak niema co narzekać. Dziewięć lat temu w Stanach Zjednoczonych burze śnieżne spowodowały śmierć co najmniej 38 osób. W stanie Teksas na drogach utknęły tysiące samochodów, w niektórych miejscach powstały korki o długości 20 km. Na międzynarodowym lotnisku w Dallas odwołano kilkaset rejsów samolotów. W promieniu 250 km od Dallas śnieg unieruchomił ok 1000 samochodów. Strażacy i Gwardia Narodowa zajęła się pasażerami, zostali jakoś zakwaterowani w budynkach publicznych. W Arkansas linie wysokiego napięcia zrywały się jak pajęczyny, blisko 200 tyś osób pozbawionych zostało prądu. W Oklachomie elektryczności nie miało 170 tyś poszkodowanych. Żywność i koce dostarczały mieszkańcom ekipy ratunkowe. W Europie też nie było lepiej. Wnet nie można by było do Anglików polecieć ani od nich odlecieć, gdyż został sparaliżowany ruch lotniczy. W północnej Irlandii spadł śnieg jakiego nie widziano od 18 lat. Hiszpanie ze strachu pozamykali niektóre drogi.
Oby do wiosny. Ciekawe jakie atrakcje nas czekają jak zacznie to wszystko topnieć. Na wszelki wypadek przygotowałam kilka worków z piaskiem!