Jeśli marzysz o szczycie Mięguszowieckim, poznaj parę faktów. Wielki szczyt Mięguszowiecki stracił swoją dziewiczość przez brawurę Ludwika Chałubińskiego – syna sławnego tatusia – Tytusa. Stało się to dawno temu w 1877 roku. Syn z przewodnikami wspinał się ryzykując życie a tato o niczym nie wiedział. Potem się jednak dowiedział. Była to niezła sensacja w świecie taterników. Mięguszowieckie Szczyty pną się aż na wysokość 2438 metrów npm. Było by dziwne gdyby nikt się tam nie zabił. A zabił się całkiem niezły, na ten przykład, wspinacz polski – Zbyszek Abgarowicz. Zabiła go ściana północna. Klasyczny przypadek zlekceważenia faktu, iż bez przygotowania fizycznego i psychicznego nie lezie się na tysięczniki. Gość wyszedł niemal w prost z pociągu, którym przyjechał z rodzimego miasta w Tatry i poszedł prosto na północną ściane Mięguszowieckich. Nie wspinał się od roku… i nagle zaczął. Zmarł z wycieńczenia. Działo się to dawno w 1950 roku, niedawno zaś w 1992 zginął instruktor wraz z tymi, których uczył jak przeżyć wspinaczkę. Instruktor lecąc w dół po prostu “zabrał” ze sobą pozostałych. Ty jednak drogi czytelniku nie musisz ani zlecieć ani umrzeć z wycieńczenia jak dobrze pomyślisz.
Mnich – mowa oczywiście o szczycie a nie o zakonnikach rodem z Podhala. Na Mnicha wchodzi się wiercąc otwory w skale. Potem osadza się w niej specjalne haki, bodaj nitowe. Droga wspinaczkowa tzw wriant R. Myśle, że perspektywa wiercenia dziur w skale ( a jest tych dziur już troche ), by dotrzeć na szczyt odrazu przyprawiła cię o odruch wymiotny ( chyba, że lubisz takie odjazdy ), więc wspomnę tylko, że na północnowschodniej ścianie Mnicha zastosowano po raz pierwszy w Tatrach na większą skale technikę nitową.
Na niektórych wspinaczy mówi się “człowiek pająk”. To zazwyczaj pasjonaci pokonywania litych, mocno eksponowanych skał ciągnących się np. na wysokość 140 metrów. Szczęśliwcy obdarzeni chyba nadprzyrodzonymi zdolnościami czasem dokonują takich wyczynów – dla mnie pozbawionych sensu – bez asekuracji. A asekurować powinien conajmniej jeden – psychiatra. Takie właśnie rewelacje wiążą się z Zamarłą Turnią. Mowa o ścianie południowej, bo to ona przyciąga ludzi nie tylko bez lęku wysokości ale i – podejrzewam – bez wyobraźni. Naturalnie odnotowano wypadki śmiertelne. Jakoś mi nie żal. Odpadły m.in. dwie siostry, które chciały udowodnić, że kobity nie w ciemie bite…. też potrafią.
Jest taki masyw w Polskich Tatrach, który “wniesławił się” tym, iż jest najbardziej zdradliwy, zwłaszcza dla nieuświadomionych. Profesjonaliści rzuciliby tu określonko w rodzaju: masyw o specyficznej, mylącej topografii. Taką to opinie mają – Granaty. A jednak to przez Granaty przebiega najciekawszy choć trudny znakowany szlak turystyczny Tatr Polskich – Orla Perć. Śmiertelną markę wyrobiły sobie na Granatach żleby. Ktoś powie: co może być śmiertelnego w żlebie, żleb to żleb? Ale nie taki, który wcina się w ściane masywu zaraz u samej grani. Na dodatek wygłądająco niewinie, łagodnie. Zmęczony, zaniepokojony późną porą wędrujący wręcz umiera z tęsknoty stojąc na grani aby takim “żlebkiem”, który leży wprost pod nogami skrócić sobie drogę do dolinki. I niektórzy sobie skrócili, ale życie. Jeden ze żlebów jest wyjątkowo podły w uwodzeniu – nie powiem jaki, by nie robić mu niepotrzebnej reklamy – uśmiercił już paru naiwnych. Żleb podcięty jest urwiskiem ok 200 metrowym. Odcinek przed “katastrofą” wydaje się bezpieczny jak Krupówki ( oczywiście Krupówki nie w sezonie, bo w sezonie są groźniejsze niż ten nieszczęsny żleb ).
Najlepiej pójść sobie na Nosal. Szybko go znajdziesz, bo niedaleko Kuźnic, nie taki strasznie wysoki ( 1206 mnpm ), uroczy ( kiedyś siedziba chronionej dziś szarotki ), z bajecznymi schodkami, ktore utworzono z drewnianych belek dla strudzonego wędrowca. Na szczycie troszeczkę postraszy stromizmami, skałkami, przepaściami ale warto choćby dla panoramy Tatr, którą porozkoszujemy się na szczycie Nosala. Od północnej strony możesz, jak chcesz, zjechać sobie na nartach… w lecie raczej trudne, ale pomarzyć można. Po co łazić po szczytach, które mogą cię nieźle “wykiwać”. Zawsze można obejrzeć je z Równi Krupowej lub na widokówce… Żartuje!