Gdzie w Zakopanem podleczyć babską depresje? W…Sam

Najlepiej nie popadać w depresje, ale to nie takie proste.  Mąż  dokuczy, hormony niedopiszą, kot nie wraca od tygodni, zbłąkany za kotkami itd, itp.  Nic tylko głowę o kamień rozbić. Tak więc, mamy babskiego doła i coś trzeba z tym zrobić. Co, na ten przykład, ja czynię? W  moim skromnym miasteczku Zakopanem  jest sobie  kawiarenko-cukiernia – „Samanta”. Niejednemu już poprawiła nastrój.

Kiedy moja aktualna „kumpela” ma równie szaro na duszy, idziemy do Samanty na kawcie plus „coś tam” słodkiego, byle w Samancie, niedaleko mojego domu na ulicy Witkiewicza. Kochamy tam reperować emocje. Samanta ( tak na marginesie ) to imie żeńskie nieznanego pochodzenia. W dalekim, bo 18 – tym wieku, w Nowej Angli – jak donoszą kroniki z tego okresu - imię to pojawiło się w niektórych rodzinach. Potem było długo, długo nic, aż  pojawiło się obecnie – np. jako nazwa ”mojej” kawiarenki. Kawa pycha, w każdej postaci.  Może wiecie, że kawę prawdopodobnie  odkryli mnisi w Etiopii, którzy przygotowywali wywar z owoców kawowca aby móc spędzać długie godziny na nocnych  modlitwach. Tak czy owak pochodzi z okolic obecnej Etiopii.  Jako gorący napój, kawę zaczęto podawać dopiero w średniowieczu, no i teraz w Samancie. Jak jest na halny, wolimy delektować się herbatką. W Chinach  liście z herbaty rościera się na proszek i za pomocą bambusowych trzepaczek ubija z wodą na piane. Do dziś skośnoocy tak piją ten napój, choć w Zakopcu ten numer nie przejdzie. Ale dobra, odnośnie „coś tam” słodkiego. Sernik albo strudel jabłkowy na gorąco z lodami i bitą śmietaną. Nic, tylko odlecieć. Byle nie zadaleko, bo chcę wam kobitki, jeszcze coś niecoś powiedzieć o samej firmie. Cukiernia Samanta powstała w 1927 roku i od początku istnienia miała charakter rodzinny, a oto, chyba, najbardziej chodzi. Popijając kawkę możecie spoglądać np. na portret rodzinny Józefa Rzankowskiego i jego bliskich z maluchem na rękach stojących pod szyldem swojej kawiarni z napisem -” Kawiarnia Mieszczańska „. Na wesele można zamówić tort foto, czyli tort udekorowany drukowanym zdięciem na jadalnym nośniku…oby nie było to foto byłej narzeczonej pana młodego…żartuje.  Wychodzimy z Samanty prawie bez depresji. Prawie, więc musimy się jeszcze  „dopolerować”. Gdzie?   W Ciucholandzie, albo jak wolicie – w Lumpeksie. Też na ulicy Witkiewicza – że Witkiewicz tego niedożył – baby na jego ulicy leczą deprechę. Zanim zamkniemy za sobą drzwi kawiarenki, rzucamy jeszcze pare ciepłych zdanek do gazdujących przy gościach dziewczyn –  kelnerek ( są kochane jak i ten sernik na ciepło ) i z płaczem, że już na nas pora zaciskamy te nieszczęsne klamki. O Lumpeksach i całej psychologii z tym związanej napiszę następnym razem. Teraz idę zabezpieczyć okna mojego mieszkania, gdyż za parę godzin Zakopane przemieni się w sylwestrowe „Rijo”, już słyszę dzikie wrzaski. Muszę też odszukać męża, który usiłuje robić fotoreportaż na polu wydarzeń odbywających się właśnie na Krupówkach.

Podobny temat ... No related posts