Z jaskiniami to nie jest taka prosta sprawa. Można się zachwycić, można się rozczarować, można nie odnieść żadnych wrażeń. Można się też na dobrą sprawe zgubić. Dawno, dawno temu bodaj w 1945 pewien ksiądz zapragnął nowych doznań w jaskini Mylnej. Silnym bodźcem wejscia do Mylnej mogło być też pragnienie modlitwy. Zapuścił się więc korytarzami jaskini, które zostały wtedy stosunkowo niedawno odkryte ( 1934 bracia Zwolińscy przy wykonywaniu pomiarów w jaskini odkrywają nowe korytarze ) i po zapuszczeniu się w nie przepadł bez wieści. Nie na skutek kontemplacji duchowych, przy których straciłby na ten przykład kontakt z rzeczywistością i zapomniał gdzie jest ale na skutek zawodnego źródła światła. Źródło światła, które ze sobą zabrał okazało się niedostateczne, bo w którymś z korytarzy zgasło. W tym samym momencie zgasła wszelka nadzieja na bezpieczny powrót. Duchowny zmarł z wycięczenia. Jego zwłoki znaleziono dopiero dwa lata później. Nie wiemy jakie to oświetlenie tego feralnego dnia tak bezdusznie zawiodło ( może była to lampa karbidowa, może świeca? ) wiadomo jednak, że dziś ten problem został rozwiązany przez elektryczność. Wchodząc jednak do Mylnej zabierz ze sobą swoje, niezawodne oświetlenie mimo, iż dysponujesz planem jaskini, przewodnik dysponuje tobą a obok ciebie tłumy innych miłośników przygód. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć, w końcu zmylić najlepiej potrafi tylko Mylna. Po co właściwie tam włazić? Co jest w tej jaskini taką znowu atrakcją? Słowacka jaskinia Bielska ze swoimi stalagmitami, to rozumie. Na przyklad ten przypomonający wieże z Pizzy, stalagmit wysoki na dwa metry, pochylony jak i ta nieszczęsna wieża stanowi nielada atrakcje turystyczną. Ale w Mylnej żadnej „krzywej wieży” nie znajdziesz…To nic. Sama zawiłość korytarzy stanowi ekstra gradkę dla turysty ( nomen omen – korytarzy, w których właśnie zabłądził wyżej opisany ) Znajdziesz też w jaskini, odpowiednio ponazywane sale, ulice, komory, kominy, okna ( np Okna Pawlikowskiego, przez które możesz podziwiać piękno Doliny Kościeliskiej. Pod ową doliną znajduje się nie jedna atrakcja ”jaskiniowa”. Wszystko przez Potok Kościeliski, to on jest sprawcą wydrążeń w wapiennych zwłaszcza skałach rozmaitych labiryntów ) W jaskiniach zazwyczaj poczujesz mikroklimacik, więc nie musisz już zachodzić do sztucznych jaskiń w SPA by się relaksować.
O oświetlenie w jaskini Mroźna na pewno nie musisz się martwić, kable elektryczne wewnątrz tunelu widać już z Kupówek…żartuje. Ale w istocie rzucają się w oczy zbyt nachalnie. Co tam, nie ma za dużo nacieków, za to są przewody elektryczne grube jak oscypki i niezamaskowane. Jest jeziorko ale niestety sztuczne! To nic. Idźmy dalej. Jaskinia powstała wskutek pęknięcia tektonicznego, jest podziemnym korytarzem przebijającym masyw Organów. Jest pare komór, sala, Sabałowe Jeziorko, Biały Chodnik. Jaskinia liczy sobie 571 metrów ale tylko ok 480 jest udostępnione dla turystów. Dla ambitnych jest to 480 metrów nudy na pudy, dla mniej ambitnych fajna zabawa przejść się właściwie poziomym, pojedynczym, podziemnym tunelem. Zawsze to więcej niż podziemne przejscie przy Krupówkach. Choć nie wiem czy to przejście przy Krupówkach nie obfituje bardziej w niebezpieczeństwa. Można np zjechać ze stopnia schodów razem z granitową płytą. Nie zgubisz się na pewno ani w tym „miastowym” tunelu ani Mroźnym pod Doliną Kościeliską, bo szlak prosty jak przysłowiowy parasol. Jest jeszcze cmentarzysko – bez obaw - nie trupów, którzy ongiś tu zbłądzili – jak pisałam w tej jaskini to raczej niewykonalne – lecz Cmentarzysko Nacieków.
Podobno w jaskini Dziura ukrywał się swego czasu zbójnik Mateja, oczywiście nie „ten” Mateja, pewno jakiś przodek – Wojciech. Mówino na Dziure… Jama Zbójnicka. Na 180 metrów długa. Położenie – Dolina ku Dziurze. Sprawcą jaskini są, całkiem możliwe, wody termalne – te ciepłe oczywiście! Dno jest nie jedno do pokonania, najlepiej rozumią to ci, którzy byli już na „nie jednym” dnie w swoim marnym życiu – jakiś przytulny przedsionek, obszerna komora i….mikroklimat. W spodenkach raczej nie polecam, to nie Bora Bora ale jaskinia w górach i to wcale nie taka znowu mała, za to chłodna. „Mała” to nazwa innej jaskini, która okazala się wg najnowszych odkryć sprzed paru lat ogromna, ma pod sobą długie ciągi niezbadanych korytarzy. Odkryto m.in komore wysoką na 60 metrów, szeroką na 30m. – największa w Polsce. Jaskinia miała sobie mierzyć 6 metrów głębokości a mierzy teraz ok 360 m głębokości. Tak to jaskinia Mała stała się szóstą co do wielkości w Polsce. Ale to nie dla zwykłego szaraka. Dla kochanego szaraczka jest: Mylna, Mroźna i Dziura. Powinno to zaspokoić twoje aspiracje, bo moje ograniczają się do kilku metrów głębokości i kilkudziesięciu długości!