Jedziemy sobie z mężem, jak często tędy, w górę Chałubińskiego. Za chwilę, powinien się nam ukazać uroczy, całkiem gęsty lasek. Niestety, lasek się ukazał, ale już nie koniecznie gęsty. Poukładane starannie kłody świeżo sciętych drzew znaczyć mogły tylko jedno – Zakopane traci kolejne “smreczki”. Biedny Zamoyski, dobrze że nie dożył tej chwili. Dlaczego akurat on?
Odrobineczka histori…Zacznijmy od tego, że hrabia Zamoyski nie tylko kochał lasy Zakopanego, ale i dysponował niezłą kasą, jak na owe czasy. Czy kochał turystów, tego nie jestem w stanie powiedzieć. Podejrzewam, że dziś by za nimi nie przepadał z uwagi na te nieszczęsne lasy. Kupił wielkie połacie lasów, które teraz są własnoscią Parku. Dbał o nie, jak o własne dzicko, wyłożył na to nie tylko swoją kase, lecz i zapożyczoną. Walczył nie tylko z wylesianiem, ale i owdzimi szkodnikami tkimi, jak kornik drukarz, który o mały włos nie doprowadził Podchalańskich lasów do całkowitej zagłady. ( W 1920 – tym sprawa była tak poważna, że do walki z kornikiem poproszono na mocy umowy – wojsko ). Tyle historia, ale co to ma wspólnego z biednym turystą, który bynajmniej nie jest kornikiem, a tym bardziej kornikiem drukarzem. Niestety, to własnie w dużej mierze z uwagi na turystów pozbywamy się, co rusz w innych punktach Podchala cennych sosenek, i nie tylko. Chodzi głownie, rzecz jasna, o stoki, bo poczymś trzeba przecież na tych nartach jezdzić. Obrońcy świeżo “odlesionych stoków” krzyczą: wylesiać, bo turysta ucieknie do Słowaków! Weźmy na owej Słowacji taką Tatrzańską Łomnice. Drzewa i przy okazji świstaki poszły na boczny tor, na cześć uciech narciarskich przygód. Wszystko dla czcigodnego turysty. Tak więc u stóp Łomnicy rozposciera się wielki plac budowy i plac, na którym rosły kiedyś drzewa. Już nie rosną i szybko nie wyrosną. Ministerstwo środowiska Słowacji oczywiscie niepokoi się faktem o możliwosci odebrania im pozwolenia na używanie określenia: Park Narodowy”, gdy plan “Łomnicki” zostanie zrealizowany, ale co tam, zwał jak zwal - ważne, że turysta został usidlony “odlesionym stokiem”. W Zakopanem, też chcemy tak usidlać, ale właśnie “zieloni” siedzą nam na karku, ijak dla mnie – i mam nadzieje nieżyjącego hr. Zamoyskiego – oby siedzieli na tym karku jak najdłużej. My tu w Zakopanem kochamy turystów, ale bez przasady, drzewa jakieś muszą zostać.