Śmierć w oczach – tatrzańskie niedźwiedzie czy a

Zacznijmy od krokodyli. Takich, czy takich, wszystko jedno. Połykających, w każdym razie, ludzi. Najlepiej w Australii. Dziś newsy podały „na czarno” o 11 letniej dziewczynce, która już świata bożego nie zobaczy, bo znajduje się w brzuchu krokodyla. Kąpało się dziecko w australijskim bagnie, znanym z obecności krokodyli, razem z innymi dziećmi. Nagle ukazał się dramat rozgrywający na oczach zażywających słonecznej kąpieli – 11 latka walcząca z bestią. Głównie widziano ogon besti. Szczątki pogryzionej na śmierć dziewczynki znaleziono później razem z kawałkami ubrania. Tym bardziej winni być ostrożni rodzice dziewczynki, gdyż w lutym, tegoż roku zdarzył się podobny wypadek.

W Australijskim Stanie Queensland znaleziono szczątki zaginionego tydzień wcześniej, pięcioletniego chłopca –  w żołądku krokodyla. Rodzice chłopczyka nie zgodzili się na zabicie krokodyla – osobiście się nie dziwie, bo to nie krokodyle powinny pilnować dzieci, lecz rodziciele. Tym bardziej, w  przypadku, gdy rodzice świetnie znają tamtejszą przyrodę i jej zwyczaje. Ci, o których mowa, organizowali wycieczki dla turystów na australijskiej rzece.

Trudno powiedzieć, jak głęboko oparty na faktach jest film „Martwa rzeka”, ale opisując dramat rozgrywający się w północnej Australii z krokodylem w roli głównej, nieco oddaje klimacik owych historii. Załatwił zwierzak, bowiem, trzy osoby i jedną nieźle pokiereszował. Oprawca czatował w rzece pod drzewem, ofiary na drzewie, łódka do góry dnem tuż obok. Nad wszystkimi zebranymi unosiła sie ludzka głupota. Dokładnie taka sama, jaka unosi sie często, gęsto u nas w Tatrach, tyle, że z niedźwiedziem w roli głównej, plus, rzecz jasna, człowiek.

Były takie czasy w Tatrach, iż człowiek namyślił strzelać, nieszczęsny, do niedźwiedzi. Niedźwiedź strzelać nie potrafi, ale ma inne umiejętności. Oto jak je wykorzystuje, gdy pragnie, by to człowiek miał śmierć w oczach :

Najpierw sytuacja sprzed lat, Tatry. Niedźwiedzica rzuca się na leśnego Pawlikowskiego, zdziera mu skóre głowy, łamie dwa żebra, gryzie po rekach i nogach. Gdyby nie pies ofiary, który zaatakował małego niedzwiadka, czym odwrócił uwagę napastniczki, leśny padłby trupem.

Sierpień 1927 rok, kobitka nie bacząc na możliwość spotkania z niedźwiedziem, idzie sobie na grzyby. Nie uzbierała grzybów, bowiem zjadła biedaczkę niedźwiedzica, która – nomen omen – owego roku jeszcze dwukrotnie dała lekcje człowiekowi. W Ostruni, dziś za granicą słowacką, pobiła łapami dwóch chłopców. Dlaczego ich pobila? O zgrozo, dlatego, gdyż owi poczeli odganiać małe niedźwiadki od owiec, miast uciekać, gdzie rośnie przysłowiowy pieprz. Jednemu z chłopców rozbiła czaszkę, chłopiec zmarł, a niedźwiedzice zabito. Współcześnie nie było już tak drastycznych przypadków, m. in. dlatego, iż nieszczęśni myśliwi oraz kłusownicy przestali wreszcie strzelać do tych zwierząt. Ostatni, niebezpieczny wypadek zdarzył się całkiem niedawno w Tatrach po stronie słowackiej. Pomiędzy Szczyrbskim Jeziorem a Podbańską niedźwiedź zaatakował 64 letniego grzybiarza. Ugryzł go w łokieć i dotkliwie podrapał po klatce piersiowej, łamiąc mężczyźnie cztery żebra.

Podsumowanie „śmierci w oczach”. Gdy Australijczyk ginie w Tatrach od niedźwiedzia, bo nie zna jego obyczajów, to czapki z głów. Ale jak ginie od rodzimego krokodyla, który na pewno pływa w sąsiedniej rzece, to komentarz nasuwa się sam.

Podobny temat ... No related posts