Przystojny Chałubiński i jego przyjaciel zbójnik Sabał

Mieszkam na ulicy Chałubińskiego, co gorsza, w Zakopanem od ponad dwudziestu lat albo i dłużej. Postanowiłam więc, dowiedzieć się czegoś więcej niż tego, że Chałubiński był przystojnym lekarzem, leczył chorych na zakaźne, śmiertelne choroby ( pamiętna walka doktora z epidemią cholery w 1873 roku, uratował życie wielu Górali )  i kochał całe życie tak naprawdę jedną kobietę.

Tyle, to mogę równie dobrze wypowiedzieć się o „Dr. House”, czy jak ktoś woli – Dr. Queen”.   Parę metrów wyżej mojego domu dumnie  stoi sobie pomnik zaprojektowany przez Staszka Witkiewicza – popiersie doktora umieszczone wysoko na cokole góruje nad postacią górala, siedzącego u stóp pomnika – Sabały, który z nieokrzesanego zbójnika i kłusownika stał się - jak go określił Witkiewicz – „Homerem Tatr” a mówiąc prościej, gawędziarzem. Czy Sabała był urodziwy, tego niewiem.  Chałubiński kochał i przyjaźnił się z Sabałą, chociaż dla ziomków, zwłaszcza bogatych gazdów, Sabała był poprostu dziwakiem i dziadem. Przestał by nim być, gdyby zajął się gazdowaniem, zamiast, jak twierdzili „porządni górale”,  truć smutki. Dla elity był kimś, z kogo czerpało się inspiracje twórcze. Wygrywane przezeń nuty były zapisywane przez wybitnych znawców muzyki. Przez owych znamienitych twórców goszczących w Tatrach postrzegany był jako symbol Góralszczyzny. Miejscowi rzeczywiście nie dostrzegają talentów obok mieszkających, sama nie przepadam za rzępoleniem górali, dla mnie to „wyjce” z natchnieniem po pijaku. Dobra. Wróćmy do Chałubińskiego. Henio Sienkiewicz twierdził, że był lekarzem ciała i duszy, co pewnie szczególnie doceniały kobitki.  Dla chorych był przyjacielem, czasami jedyną deską ratunku. Praktykę lekarską zaczął od biedoty Warszawskiego Starego Miasta gnieżdżącej się po brudnych zaułkach ulic: Wałowej, Franciszkańskiej, Nalewek, lecząc ją za darmo. Dziś w Zakopcu też, jak mniemam, z biedotą miałby pełne ręce roboty, tyle że o przyjacielskich stosunkach raczej należałoby zapomnieć, jeśli chodzi o relacje  pacjent – chory.  Sama takich relacji bez przyjaźni  doświadczyłam pare dni temu. Chirurg może i dobry, klinika zakopiańska tegoż profilu też niczego sobie, ale żebym odczuła podczas wizyty, iż leczona jest od razu moja dusza, jak by to było przy Tytusie Chałubińskim  – nie powiedziała bym.  Pierwsza miłość Tytusa wyszła za mąż, niestety nie za niego, za jego przyjaciela.  Po latach, jak to się mówi, pierwsza nie rdzewieje, porzucił nasz lekarz żonę i dzieci, by znowu połączyć się z Antoniną Wilde. Wcześniej, zanim płączył się ostatecznie ze swoją największą miłością, był w posiadaniu dwóch żon – pierwsza zmarła, druga, jak pisałam, została porzucona. Myślę, jednak, że to nie kobiety były pasją Chałubińskiego, jeżeli już, to zakopiańskie mchy. Nasz lekarz tropił je po tatrzańskich górach, był bowiem, czego jeszcze wam nie pisałam, botanikiem obok innych, jakże wszechstronnych, zainteresowań. Niektóre mchy miały szczęście i zostały nazwane jego imieniem. Mówiło się o nim, mówi czasem do teraz, „Król Tatr”. Trochę szumne stwierdzenie, ale co tam, za wielu tych „króli” nie mamy. Przyjedź, przejdź się ulicą Chałubińskiego, zatrzymaj się przy pomniku i porozmyślaj ile z tego artykuliku zapamiętałeś.

Podobny temat ... No related posts