Prawda i mity o niedźwiedziach w Tatrach

Zaczne od najdzielniejszego zwierzęcia w Tatrach – mojego kota kudzia. Kocham go, bo ma mój charakterek. Jak kogoś nie znosi to się z tym nie kryje.  Swego czasu rzucił się na psa mojej ciotki sprintusia, bo zwyczajnie się mu nie spodobał. Nie znosi kotów lizusów, kotka, która bez przerwy adoruje moich zacnych rodziców jest przez niego szczerze znienawidzona. I słusznie. Ale przejdźmy do niedźwiedzi w Tatrach.

Oglądaliście kiedyś film z Hopkinsem “lekcja przetrwania”? Tam niedźwiedź gryzli jest prawdziwym ludojadem, wręcz mściwym mordercą psychopatcznym z obsesją na punkcie ludzkiej krwi. Nie przenoście tego portretu psychologicznego na naszego kochanego ” brunatniaka”, czyli niedźwiedzia z Tatr. To, że poluje na ludzi jest paskudnym mitem. Podczas ostatnich stu lat odnotowano zaledwie 10 przypadków poranienia ludzi przez niedzwiedzia. Wypadki śmiertelne z ich udziałem to najwcześniej rok 1927. Wtedy to miały miejsce jedynie dwa śmiertelne wypadki. W 2007 stało się odwrotnie. Jacyś “nieszczęśni” ludzie zamordowali niedźwiadka półtorarocznego. Dobrze, że mnie przy tym nie było, bo łapska by mieli poprzetrącane niewyobrażalnie. “Nasze” niedźwiedzie nie przepadają za towarzystwem ludzi, kiedy tylko mogą unikają kontaktów. Gdy widzą nasze ciekawskie oblicza przeżywają prawdziwy stres. Jedyne, co ich do nas pociąga to ” żarcie za darmola”. Kiedyś niedźwiedzica zaszalała i buchneła ze schroniska w rejonie Pięciu Stawow kilkanaście beczek z cocacolą, chciało się jej wraz z młodymi posmakować słodkiego napoju. To właśnie jest prawda o ich pragnieniu spotkania człowieka – dla darmowej uczty, bo turyści nie potrafią sobie od lat przyswoić prostej sprawy: niewolno karmić na własną rękę żadnych zwierzaków, choćby były przemiłe. Niedawno na szlaku w dolinie Jaworzynki znaleziono zatłuczonego liska, który  wskutek dokarmiania musiał się zrobić zbyt natarczywy dla karmiciela i ten go poprostu zatłukł jakimś tępym narzędziem. Mitem jest też przeświadczenie, iż niedźwiedzie także te w Tatrach marzą głównie o jednym – mięsie. Całej kupie mięsa, którego nie zdobędą inaczej jak tylko przez namiętne polowania na inne zwierzaki. Wyobraźcie sobie, że miśki kochają jeść także zielone części roślin takie jak np. modrzyki górskie, wierzbówki. Osobliwym przysmakiem są jaja, larwy i poczwarki owadów, które wygrzebują spod kamieni. A mięsicho nie koniecznie zdobywają przez zabijabnie – przeszukują lawiniska by zdobyć jakąś padlinkę. Niedźwiedzie nie szukają zaczepek ani niepotrzebnych problemów, to raczej my ludzie ich szukamy i zwalamy wine na miśki. Kolejną bzdurą jest ufność, że wyczytamy w jakimś biuletynie instrukcje w punktach i podpunktach jak się zachować gdy spodkamy w Tatrach niedżwiedzia. Niema recepty. Każdy niedźwiedź jest indywidualistą. Dany osobnik ma swoje doświadczenie z ewentualnego spotkania z człowiekiem. Mógł zakochać się w nas ludziach od pierwszego wejrzenia albo zapamiętać nas jako paskudne typy, którym należy przetrzepać tyłek, dlatego najlepiej się taktownie wycofać i udać, że było nam niezmiernie miło spotkać, lecz już spadamy. Ulegamy też złudzeniu, że misie zawsze żyły w Tatrach i żyć będą. Już raz w historii naszych gór zarysował się nieciekawy scenariusz: “ Jeśli nie powstrzymamy kłusowników, niedźwiedzie brunatne wyginą”. O mały włos ten scenariusz by się nie sprawdził. W tej chwili żyje w naszym kochanym kraju zaledwie 100 niedźwiedzich osobników. Nie wchodźmy im w drogę “z buciorami”. Niech zajadają te mrówki, ćmy i padlinkę zamiast cukierków i cocacoli to i one nie będą nam wchodzić na szlaki z “łapskami”.   Pozdrowienia od mojego kota kudzia, właśnie zaczął przeraźliwie miałczeć…przyznaje nie poluje na myszy, bo dokarmia go całe Zakopane.

autor Estera Urbańska

Tags: ,
Temat bardzo podobny lub kontynuacja
Podobny temat ... No related posts