Kiedyś w „wiadomościach” usłyszałam o tym jak morduje się bezbronne foczki przez wynaturzeńców. Przywalą biednemu zwierzeńciu w głowe jakąś pałą i są zadowoleni. Pomyślałam sobie, że to odległy problem i niewiele można poradzić. Świstak, nasz tatrzański jest problemem bliskim i można coś poradzić, na przykład nagłośnić choć trochę sprawę. Świstaczek jest kochanym gryzoniem, nikomu nie przeszkadza swoim żywotem, nie wchodzi w droge nie potrzebnie innym mieszkańcom Tatr. Ma milusińskie futerko i patrzy na nas swoimi ślepkami prosząco, aby dać mu trochę jeszcze spokojnie pożyć.
Handlujący pamiątkami i bibelotami nieraz wystawiają na widok publiczny maskotkę świstaka aby przechdniowi zaświstał, kiedy go mija, swoim charakterystycznym świstem. Ma to powiązanie z rzeczywistym zachowaniem zwierzątka jeśli znajdzie się w niebezpieczeństwie. Tak ostrzega swoich braci przed zagrożeniem. A zagraża mu głównie człowiek. Górale twardo uważają do dziś, że sadło świstaka jest dobre na wszystko. Zdarza się wciąż często, że polują na bezbronnego świstaka zimą, kiedy nie ma większych szans, aby się bronić czy uciec przed zagrożeniem. Najlepiej wybijmy wszystkie świstaki do nogi i będzie spokój. A co do sadła? Nie dawajmy wiary mitom. Takie zabobony i mikstury zostawmy indianom. Sadło świstaka nie jest lekiem na całe zło świata, lecz marnym wymysłem znachorów kiepskiej marki.
Nie lekko mają też wilki w tych naszych Tatrach. Myśliwi i pasterze postawili sobie za punkt swojego chrego honoru aby strzelać do wilków ile się da. I niegdyś tak „dostrzelali”, że prawie wytępili wilki do cna. Dziś na terenie Tatr żyje zaledwie kilka wilczych rodzin. A przecież wilk pełni w ekosystemie lasu role naturalnego selekcjonera. Poluje – więc odrazu eliminuje - na najsłabsze i chore osobniki jeleni czy innch zwierząt. Człowiek nie musiałby się już nad tym głowić. Sam zresztą poluje odwrotnie, czyli na najokazalsze sztuki.
Całe szczęście, że skończyły się dobre czasy dla kłusowników, którzy swego czasu polowali na kozice m.in na Kozim Wierchu i o mały włos nie wytrzebili bezlitośnie tych kochanych zwierzątek. Najchętniej sama wytrzebiłabym do nogi wszystkich możliwych kłusowników. Kozice nie są wbrew pozorom kuzynkami kóz, lecz są jedynym europejskim gatunkiem antylopy. Liczba kozic ciągle spada. Gatunek oczywiście zagrożony. Ludzie czyli gatunek, z którego i ja mam wątpliwą przyjemność się wywodzić, zakłócają regularnie kozicom spokój, co przyczynia się do ich wymierania. Kiedyś role się odwrócą.
Dziki już dawno pouciekały w górne partie lasów z dala od dennej cywilizacji. Kiedyś lubiły egzystować sobie na polach, lecz dobre czasy sie skończyły. Jeleń szlachetny też lubi się zapuszczać wysoko ale z troche innej przyczyny - nie cierpi upałów i much. Ja też się w tym z jeleniami zgadzam, tyle, że nie dam rady za przykładem kozic jak ten jeleń wspiąć się tak wysoko. Sarny dla bezpieczeństwa lansują otwarte przestrzenie – mogą z daleka wypatrzeć potencjalne zagrożenie. Ja bym tak nie mogła – mam lęk przestrzeni, w związku z powyższym nigdy nie zdąże wypatrzeć na czas potencjalnego zagrożenia. Gdyby ktoś nie wpadł na genialny pomysł założenia w Tatrach Parku Narodowego, dziś sprawdzalibyśmy co to ryś w encyklopediach. Ten największy kot w Europie do tego pamiętnego czasu został niemal calkowicie wytępiony. Dobrze, że choć żmija zygzakowata ma się w miarę dobrze. Wygrzewa się w słońcu na całkiem dużych wysokościach ( 1850 mnpm ) i jak ją wpienisz to cię zwyczajnie ukąsi w tą głupią nogę. Co do wysokości… jest taki żółciutki kwiat – omieg kozłowiec – jako jeden z niewielu rośnie bardzo wysoko. Można by powiedzieć tam, gdzie nic już nie rośnie. Rośnie sobie na wysokość 40 cm na podlożu granitowym tylko w Tatrach. Nie zrywaj jak go spotkasz, daj pożyć, aby przetrwał do następnych pokoleń.
Może uda się nam nie zadeptać Tatr na śmierć. Nie wytępić wszystkich możliwych stworzeń przez jakieś głupie przesądy o sadłach. Może nie będziemy musieli sprawdzać w encyklopediach co to ryś. Może to dziwne ale wcale nie jestem z „Grinpis-u” aby westchnąć o tych paru kwestiach!